Z nadbagażem stresu, z sennością na bakier, krusząc kopie gniewu z bezsilnością.
Gdzie moja tłustość siedmiu lat kolejnych, co na zgliszczach dzieciństwa wyrosnąć powinna?
Gdzie słodycz nawiązki za morze gorzkości?
Samotniej mi tylko i brzemienniej...
Moje niewygodne teraz, ziemia spod stóp...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz